środa, 7 marca 2012

Rozdział 2


*Jessica*

19.03.2012
Wczorajsza wizyta była bardzo miła, mimo że większość czasu Louis przesiedział u Lucy. Gdy tylko ją widzę odczuwam wstręt do samej siebie. Co ja mówię, gdy siebie samą widzę w lustrze już i tak to czuję. Cały czas zastanawiam się jak mogłam zrobić jej tak okropną rzecz. Rozumiem ją doskonale, że mnie nienawidzi. Zawsze czuję się niezręcznie, gdy ją widzę. Chciałam jej ulżyć wyprowadzając się lecz ani mnie ani rodziców na to nie stać, a żadnej pracy nie mogę znaleźć. Dzisiaj wykład na 10, więc mogę dłużej poleżeć i dać Lucy wolną przestrzeń. Nienawidzę siebie, a ją kocham w końcu to moja siostra. Jestem potworem, a rodzice mi w tym pomagają, zwalając to wszystko na dojrzewanie Lucy. Nie jestem im w stanie powiedzieć, że to wszystko to moja wina, że przeze mnie stracili tą pełną życia Lucy. Wstałam z łóżka i poszłam na dół do kuchni. Po zjedzeniu śniadania i wypiciu kawy ubrałam się, umalowałam i wyszłam z domu kierując się na przystanek autobusowy. W autobusie jak zawsze czekała na mnie moja przyjaciółka Annabeth z którą razem studiuję architekturę. Oczywiście zajęła mi miejsce, mimo że w autobusie nie było tłoku. 
- Hej. - przywitałam się z nią.
- Cześć. Jak tam dzisiejszy poranek?
- Obyło się bez zgrzytów. 
- Powiesz mi w końcu co się stało pomiędzy tobą, a Lucy?
- Nie.
Przyzwyczaiłam się do tego pytania, zadawała mi je codziennie, a ona nie była zdziwiona, że znów nic nie powiedziałam. Nie umiałam jej powiedzieć co zrobiłam. Wiem, że lubi Lucy, a ja nie chciałam przez to wszystko stracić takiej przyjaźni. Jestem samolubna i coraz bardziej mnie to dobija. W trakcie zajęć dostałam smsa, którego nie chciałam dostać:
*Spotkajmy się tam gdzie zawsze o 16.* 
Jeszcze tego mi było trzeba. Bałam się tego spotkania, ale wiem, że w końcu musi ono nastąpić. Po skończonych zajęciach wpadłam do domu jeszcze coś przekąsić. O godzinie 16 byłam w umówionym miejscu. Siedział na ławce. Usiadłam obok niego.
- Co chciałeś? - odezwałam się od razu.
- Rozmawiałaś z nią?
- Ona nie chcę mnie słuchać Philip.
- Myślałem, że po takiej przerwie mi wybaczy, a już w szczególności tobie.
- W tym momencie jesteś śmieszny. Lucy nigdy nam nie wybaczy.
- Ale ja ją kocham.
Spojrzałam na niego i uroniłam pojedynczą łzę.
- Czemu płaczesz? - spytał się mnie i złapał za rękę.
Poczułam na sobie jego wzrok, ale nie tylko. Ktoś nam się przyglądał. Odwróciłam głowę w tamtą stronę. To była Emma. Dziewczyna odwróciła się, a ja pobiegłam za nią, zostawiając za sobą Philipa bez słowa pożegnania. Zatrzymałam dziewczynę.
- Długo to trwa? - spytała się bez owijania w bawełnę.
- Co?
- Jak długo go kochasz?
Popatrzyłam na nią zaskoczona. 
- Skąd...? - zaczęłam.
- Domyślałam się już od dłuższego czasu. Bo jaki byłby inny powód, abyś przespała się z chłopakiem swojej siostry. 
- Ja tego nie zaplanowałam.
- Ja to rozumiem Jess. Miłości się nie wybiera, ale do cholery mogłaś jej to powiedzieć, a nie od razu iść z nim do łóżka. 
- Samo tak wyszło.
- Jess ja ci nie pomogę.
- Nie mów jej o tym spotkaniu.
- Przykro mi. Ona musi znać prawdę. - powiedziała Emma i odeszła.
Nigdy nie myślałam, że zakocham się w chłopaku mojej siostry. Niestety nie da się cofnąć czasu. Chodziłam po mieście do czasu, aż się ściemniło. Weszłam do domu nie witając się z nikim poszłam do siebie, by zasnąć jak zwykle z bólem w sercu i mokrą poduszką od łez.

*Emma*
23.03.2012
Dzisiaj już piątek. Jak co tydzień urządzamy sobie z Lucy maraton filmowy w domu którejś z nas. Dzisiaj spotykamy się u mnie. Jeszcze jej nie powiedziałam o tym zdarzeniu z Jess. Nie chciałam, aby Lucy cierpiała, ale lepiej żeby znała prawdę. Usłyszałam dzwonek do drzwi, poszłam otworzyć. Na progu stała uśmiechnięta Lucy. To był niecodzienny widok. Po wpuszczeniu jej do domu udaliśmy się od razu do mojego pokoju. Był on skromnie urządzony, kilka szafek, łóżko, szafa i biurko na którym stał laptop. Oprócz tej ostatniej rzeczy nie miałam nic innego, aby można było uznać, że jesteśmy w XXI wieku. Ale miałam tam też jedną wartościową rzecz, było to zdjęcie na, którym miałam dziewięć lat, a obok mnie stali rodzice i wtedy szesnastoletni brat. Tyle od tego czasu się zmieniło. Po pierwsze spotkałam Lucy, pamiętam nasze pierwsze spotkanie jakby to wydarzyło się wczoraj...
15.08.2004
Siedziałam na ławce ja jedenastoletnia dziewczynka w nowym mieście, w nowym otoczeniu i po stracie osób, których kochałam najmocniej na świecie. Patrzyłam na rzekę, a po mojej buzi leciały słone łzy. W pewnym momencie usiadła obok mnie dziewczynka. Swoje brązowe loczki miała związane w kucyk, a na sobie czerwoną sukienkę w groszki. Patrzyła na mnie brązowymi oczami w których można było dostrzec współczucie.
- Czemu siedzisz sama? - spytała się mnie.
- Czekam na babcie.
- Jeśli chcesz mogę posiedzieć z tobą?
Kiwnęłam tylko głową na potwierdzenie.
- A czemu ty jesteś sama? - zapytałam się jej.
- Nie jestem. Tam w sklepie za nami są moi rodzice i siostra, a ja nie lubię chodzić po sklepach.
- Mam na imię Emma. - powiedziałam do niej.
- A ja Lucy.
Powrót do 23.03.2012
Od tego wydarzenia minęło prawie osiem lat. Może wydawać się nic nie znaczące, ale dla mnie było początkiem  czegoś nowego. Po tym zdarzeniu myślałam, że więcej nie zobaczę tej dziewczyny, ale los miał dla nas niespodziankę. Ponownie spotkałam ją w szkole, chodziłam z nią do jednej klasy. Od tamtego czasu zaprzyjaźniłyśmy się. Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez niej. Akurat siedzimy przed telewizorem w salonie na dole i oglądamy po raz setny film "Teściowie". Spoglądałam na nią od czasu do czasu.
- Czemu mi się dzisiaj tak przyglądasz? - spytała się i spojrzała na mnie.
- Masz dobry humor. - stwierdziłam fakt.
- Miałam bardzo miły telefon, kiedy do ciebie szłam.
- Od kogo?
- Louisa.
- Cieszę się.
Louis to bliski kuzyn Lucy. Nigdy go nie spotkałam, ale co jakiś czas widziałam go i resztę zespołu w telewizji. Chłopak miał na nią dobry wpływ. Gdy tylko dziewczyna poszła do łazienki, złapałam jej telefon i spisałam numer na który później zadzwonię. Wróciła i usiadła obok mnie.
- Co się dzieję Em? 
Westchnęłam, przy niej nic mi się nie udawało ukryć.
- Boisz mi się powiedzieć. - powiedziała. - Czyli musi chodzić o Jessice i ...
- Tak. - przerwałam jej.
Nic już nie powiedziała, tylko patrzyła na mnie i czekała.
- Jessica kocha Philipa, a on nadal ciebie. - powiedziałam na jednym wdechu.
Nadal się nie odzywała, patrzyła teraz przed siebie ze smutkiem wymalowanym na twarzy.
- Rozumiem. Już pójdę. Nie musisz mnie odprowadzać. 
I wyszła zanim zdążyłam zareagować.

*Louis*
23.03.2012 
Akurat siedzę z chłopakami u Harry'ego. Oglądamy meczyk w telewizji, popijamy piwko i przeprowadzamy jak to się mówi męskie rozmowy. W pewnym momencie dzwoni ktoś do mnie z nieznanego numeru. Wychodzę do kuchni i dopiero tam odbieram.
- Nie rozłączaj się. - od razu słyszę, gdy tylko zgadzam się na połączenie. - Wiem, że mnie nie znasz. Mam na imię Emma i jestem przyjaciółką twojej kuzynki Lucy. I myślę, że tylko ty możesz jej pomóc. 
Porozmawiałem jeszcze przez chwilę z dziewczyną, która miała zwariowany plan jak pomóc Lucy. Zgodziłem się na ten pomysł, chociaż do końca nie jestem przekonany, że jest on dobry, ale mam nadzieję, że pomoże Lucy.

***************************************************************************
Drugi rozdział. Miałam go wstawić w piątek, ale że dzisiaj miałam krócej w szkole to go dodałam. Następny będzie jeszcze w tym tygodniu. I obiecuję, że będzie w nim więcej chłopaków z  1D. Mam nadzieję, że ten rozdział się podoba.

5 komentarzy:

  1. podoba, podoba jest super, z resztą ja już się na ten temat wypowiadałam ;d

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawie, całkiem inaczej niż w twoim pierwszym blogu ;)

    [http://holdmetight-vick.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny :D I już nie lubię jakoś tego Philipa xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi się podoba.;D
    Klasa.;)
    I Bruno Mars..aww;*

    [wspolnykierunek.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń